Jednostka jest jak rodzina. Razem jedzą, śpią i ratują ludziom życie [ZDJĘCIA, WIDEO]

Paulina Piotrowska
Andrzej Banas / Polska Press
Spędziliśmy jeden dzień w jednostce ratowniczo-gaśniczej Nr 6 w Krakowie. Przyjęli nas jak swoich i pokazali na czym tak naprawdę polega ich zawód.

Punktualnie o godz. 7.30 przed jednostką ustawiają się strażacy. Po jednej stronie stoją ci, którzy schodzą właśnie ze służby, po drugiej ci, którzy dopiero zaczynają swoją 24-godzinną zmianę. Dowódca mówi do nich z uśmiechem, żeby wyrównali szereg. Tu wszystko musi być jak w zegarku.

Po apelu następuje sprawdzanie sprzętu.

- Wszystko musi przebiegać szybko i sprawnie. Zarówno ci strażacy, którzy zdają sprzęt, jak i ich koledzy, którzy dopiero przyszli na służbę, wspólnie sprawdzają czy wszystko działa i czy stan wyposażenia jest kompletny - mówi kpt. Sebastian Woźniak, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej.

Woźniak podkreśla, że sprawdzenie sprzętu jest bardzo ważne. Strażacy mogą nad ranem wracać z akcji, na której przecież wszystko mogło się wydarzyć. Zmęczeni mogą zapomnieć o tym, że coś się zepsuło, przestało działać... A przecież o świcie syrena znów może zawyć. A z niedziałającym sprzętem na akcję jechać nie można.

- Zdarza się, że w czasie zmiany służby trzeba wyjechać do zdarzenia. Musimy być przygotowani na każde okoliczności, zawsze w pełnej gotowości - dodaje Woźniak.

Po odczytaniu rozkazu przez dowódcę zmiany zdającej, strażakom przydziela się wozy bojowe - dowiadują się do jakiego samochodu danego dnia są przypisani.

Na półkach stoją równo poukładane hełmy, na wieszakach wiszą ubrania, pod nimi stoją ciężkie buty. Wydawać by się mogło, że ubieranie całego stroju zajmie strażakom dobrych kilka minut. W rzeczywistości robią to w kilka sekund.

Po apelu wreszcie mogą pójść na śniadanie. W tle słychać muzykę, przy długim stole siedzi kilkunastu mężczyzn. Robią kanapki, herbatę, kawę. Żartują, śmieją się. Zupełnie jak duża, włoska rodzina.

Później rozmawiają o zadaniach, które czekają ich danego dnia. Dzisiaj przychodzą do nich dzieci z kilku pobliskich szkół.

- Będzie ich ponad setka - mówi dowódca. Dzieli strażaków na mniejsze grupy - jedni mają przygotować dla dzieci tor przeszkód na placu przed jednostką, inni przypilnować ich podczas testu dotyczącego wiedzy na temat straży pożarnej. Najmłodsi będą w „garażu” malować wóz strażacki. Ich też ktoś musi przypilnować. W trakcie dzielenia obowiązków, przez głośniki słychać wezwanie, na tablicy wyświetla się na czerwono numer „2” - to znaczy, że do zdarzenia jedzie zastęp drugi. Strażacy zjeżdżają po ześlizgu, zakładają ubranie i już ich nie widać.

Pozostali spokojnie siedzą na swoich miejscach. Nikt nie jest tu zaskoczony, to ich chleb powszedni.

Kilka minut po godz. 9 do jednostki wchodzą dzieci i ich opiekunowie. Zastępca dowódcy jednostki, st. kpt. Damian Woszczyna przyznaje, że zajęcia dla dzieci prowadzą tu bardzo często. - To nie jest tak, że strażacy kiedy nie muszą jechać do zdarzenia, siedzą i oglądają telewizję. Mają szereg innych obowiązków, szkolenia, ćwiczenia lub tak jak dzisiaj prowadzą zajęcia dla dzieci - mówi Woszczyna.

Na placu prowadzone są szkolenia z pierwszej pomocy, obok dzieci przygotowują swoje prace plastyczne. - Chciałabym zostać strażakiem... albo policjantką - mówi nam 10-letnia Zuzia. W jednostce jest po raz drugi. Obok niej stoi 8-letnia Wiktoria. Ona również chciałaby być strażakiem. Pytamy dziewczynki czy wiedzą, czym zajmują się strażacy. Odpowiadają jednogłośnie: Ratowaniem ludzi!

Dowódcą jednostki od trzech miesięcy jest mł. bryg. Robert Anioł. Od razu widać, że to pewny siebie facet. Przechadza się między strażakami, mówi co trzeba poprawić, zwraca uwagę na szczegóły, których cywil by nie zauważył. - Oko dowódcy zawsze widzi więcej - mówi jeden ze strażaków.

Kiedy jednak wchodzimy do jego biura szeroko się uśmiecha, częstuje nas kawą, opowiada o swojej córce, która studiuje medycynę. Widać, że jest z niej dumny.

- Nie chciał Pan, żeby córka poszła w ślady ojca? - pytamy. - Powiedziała mi kiedyś, że jeden wariat w domu wystarczy - odpowiada. Dodaje, że wszyscy strażacy to trochę wariaci, bo kto normalny rzuca się w ogień, żeby ratować obcych ludzi?

Jednostka Ratowniczo-Gaśniczej Nr 6 jest jedną z największych jednostek KM PSP w Krakowie zarówno jeśli chodzi o wielkość obiektu jak również o ilość sprzętu ratowniczego i specjalistycznego.

W jednostce służy łącznie 75 strażaków z czego 72 to pracownicy systemu zmianowego, którzy pełnią 24 -godzinną służbę. Na każdej służbie stan minimalny to 15 strażaków-ratowników. Jednostka specjalizuje się w ratownictwie chemiczno - ekologicznym.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie