Koniec z urlopem na żądanie. Każdą zarobioną złotówką będziesz musiał podzielić się z ZUS

Zbigniew Biskupski AIP
Tomasz Hołod / Polska Press
Rewolucyjne zmiany w prawie pracy, nad którymi - po otrzymaniu projektów od Komisji Kodyfikacyjnej - teraz pracował będzie rząd, dotkną każdego zarabiającego Polaka. Niezależnie od tego, czy pracuje na etacie, umowie cywilnej czy wykonuje działalność gospodarczą.

O ile obecny kodeks pracy obejmuje tylko etatowców, to nowy obejmie wszystkich zarobkujących.

Główny cel, do którego jednak głośno rząd PiS niechętnie się przyznaje, to ozusowanie wszelkich naszych dochodów. To nieuniknione ponieważ po przywróceniu wieku emerytalnego (60 lat kobiety i 65 lat mężczyźni) z miesiąca na miesiąc coraz bardziej brakuje pieniędzy na wypłatę świadczeń. Chwilowo sytuację ratuje dynamiczny wzrost płac i rosnące zatrudnienie Ukraińców, ale na dłuższą metę to nie wystarczy.

Nowy kodeks ograniczy więc do minimum sposoby zarobkowania, przy których można uniknąć płacenia składek ZUS. W tym celu wprowadza nowe rodzaje umów, ale zasadniczo daje tylko alternatywę: praca albo działalność gospodarcza. W obu przypadkach ZUS jest obowiązkowy.

Jednak ten główny „bat finansowy” na zarobkujących, jakim jest totalna danina na ZUS, zostanie przykryty szczegółowymi rozwiązaniami, które już na etapie przecieków z Komisji Kodyfikacyjnej budziły kontrowersje. I na nich na pewno skupi się uwaga opinii publicznej w toku debaty nad nowym kodeksem pracy. Oczywiście dla określonych grup mogą być one bardzo dokuczliwe. Są to np. faktyczna likwidacja urlopu na żądanie, zakaz dorabiania w innej firmie czy dłuższy czas pracy dla palaczy.

Czterdzieści lat minęło...

W ubiegłym tygodniu, po osiemnastu miesiącach pracy Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy podjęła uchwałę o przyjęciu dwóch projektów: Kodeksu pracy i Kodeksu zbiorowego prawa pracy i przekazała je do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na razie ich nie upubliczniono, ale szefowa resortu Elżbieta Rafalska zapowiedziała, że zaprezentowane zostaną wkrótce na specjalnej konferencji prasowej.

Z kolei przewodniczący Komisji, Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej wskazał, że obecnie obowiązujący Kodeks pracy ma ponad 40 lat i był wielokrotnie nowelizowany. „Jest dokumentem już archaicznym i krytykowanym” – ocenił.

Miliony Polaków przejmą grunt pod blokami na własność. A jak to jest z nowymi mieszkaniami? Kliknij w ten tekst, a się dowiesz

Tak więc rząd PiS powołał Komisję Kodyfikacyjną i oczekiwał od niej projektu nowego kodeksu pracy, bo obecnie obowiązujący ma już 40 lat i mocno odstaje od rzeczywistości. To dziwna wizja... Przynajmniej z kilku powodów.
Po pierwsze "starość" kodeksu to nie wada, ale... zaleta. Największą wartością prawa jest jego trwałość. Nie bez powodu studenci prawa zaczynają naukę od prawa rzymskiego. A taki kodeks Napoleona (wiadomo kiedy żył) do dziś uchodzi za benchmark prawa cywilnego.
Ale, co tam. Przyjmijmy, że w prawie pracy czas idzie szybciej naprzód niż w prawach cywilnych i karnych. Zerknijmy w ten nasz "omszały" kodeks pracy. Jakie to mamy nowe zjawiska na rynku pracy, których tam nie uregulowano? Telepraca - jest! Mobbing? - jest! Praca tymczasowa? Jest! I tak można by dalej.

Nie ma w obecnie obowiązującym kodeksie pracy na pewno regulacji związanych z tzw. ekonomią współdzielenie i giggersami, a to nowość jest rzeczywiście. A zerknijmy z projekty Komisji Kodyfikacyjnej - tam próżno szukać regulacji dotyczących tego zjawiska, które według specjalistów zawładnie wkrótce rynkiem pracy. Wbrew zapowiedziom rządu, w projektach przygotowanych przez Komisję Kodyfikacyjną najdziemy głównie "mielenie na nowo mielonego kotleta" - pod publiczkę i na zamówienie polityczne.

ZUS od każdej zarobionej złotówki

Fundamentalny zapis nowego kodeksu pracy głosi, że praca zarobkowa może być wykonywana albo na podstawie umowy o pracę albo samozatrudnienia, Tylko w drodze wyjątku dopuszcza tzw. umowy niepracownicze, a więc oparte o przepisy kodeksu cywilnego umowy zlecenia i o dzieło, popularnie zwane obecnie śmieciówkami. Ten wyjątek, to ograniczona godzinowo w skali tygodnia praca i warunek wynagrodzenia za nią w wysokości co najmniej pięciokrotności stawki minimalnej. Według stawki obowiązującej w 2018 r. (13,70 zł za godzinę) minimalna stawka godzinowa przy takiej dopuszczalnej umowie wynosić by musiała 68,50 zł. Nie byłaby więc to na pewno umowa śmieciowa – raczej kokosowa. Chyba dla ekspertów rządowych i innych hojnie wynagradzanych z publicznych pieniędzy.

– Projekt Kodeksu pracy proponuje bardzo silną promocję zatrudnienia pracowniczego, w kontekście powszechnego nadużywania tzw. zatrudnienia na umowach prawa cywilnego. Powyższe polega na mechanizmie domniemania stosunku pracy, w przypadku prac wykonywanych w  ramach struktur organizacyjnych, na tzw. przerzuceniu ciężaru dowodu na pracodawcę w  sprawach o ustalenie istnienia stosunku pracy oraz na domniemaniu zatrudnienia pracowniczego, w przypadku wątpliwości co do tego, czy osoba świadczy usługi czy jest zatrudniona – komentuje prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan, który w pracach Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Pracy uczestniczył jako przedstawiciel pracodawców.

To jednak fasada. Za ochroną prac pracowniczych stoi krwiożerczy fiskalizm. Poza tymi „umowami kokosowymi”, które jeśli pozostaną umowami o dzieło uda się ochronić przed obowiązkiem składek ZUS, wszystkie inne będą bezwzględnie ozusowane. Czyli oprócz PIT od każdej złotówki trzeba będzie oddać ok. 20 groszy do kotła emerytalnego, który – jak powszechnie wiadomo – nie gwarantuje godziwych świadczeń po zakończeniu aktywności zawodowej. Pieniądze są jednak potrzebne na gwałt, by obecnym emerytom wypłacać jakiekolwiek emerytury.

Można być jednak pewnym, że nośna społecznie i demagogicznie opakowana idea likwidacji śmieciówek skutecznie przesłoni ekonomiczne skutki tych zmian. Jednak by mieć stuprocentową pewność, w projekcie znajdziemy wiele kontrowersyjnych rozwiązań szczegółowych, na których skupi się cała debata podczas konsultacji nowego prawa pracy.

Grunt pod blokiem przejmiesz bez wizyty u notariusza. Kliknij, a dowiesz się kto, jak, kiedy, za ile zamieni użytkowanie wieczyste na własność. Ponadto podstawa prawna - pełny tekst projektu ustawy

O likwidacji urlopu na żądanie, przepadku urlopu wypoczynkowego nie wykorzystanego w terminie i innych zmianach – czytaj str. 2

Likwidacja urlopu na żądanie

Formalnie jest to tylko zmiana zasad. Pracownik nadal będzie mógł występować o krótki urlop – do 4 dni w roku, ale taką potrzebę musi zgłosić pracodawcy najpóźniej 24 godziny przed wzięciem dnia wolnego. A to jest zaprzeczenie istoty urlopu na żądanie; obecnie wystarczy zgłosić taką potrzebę tuż przed terminem rozpoczęcia pracy.
Osoby, które do tej pory wykorzystywały ten przywilej pracowniczy sięgały po niego w faktycznie wyjątkowych przypadkach losowych. Losowych, a więc z natury niemożliwych do zaplanowania, nawet na 24 godziny przed…

Niewykorzystany urlop przepada

Projekt wprowadza jednolity wymiar urlopu dla wszystkich, niezależny od stażu pracy i wszelkich innych okoliczności. Jest to 26 dni w roku.
Ceną za taką korzystniejszą od obecnej regulację jest wprowadzenie instytucji przedawnienia urlopu. Mówiąc wprost, jeśli pracownik nie wykorzysta urlopu za dany rok w tym samym roku, ma czas na odrobienie zaległości w odpoczywaniu tylko do końca I kwartału roku następnego. Gdy tego nie zrobi, urlop przepada.
Przepada nawet w takich skrajnych przypadkach, w których pracownik w trakcie roku wielokrotnie będzie występował z wnioskiem o urlop, ale będzie otrzymał ze strony pracodawcy odmowę uwarunkowaną uzasadnionymi, ważnymi dla firmy okolicznościami.
Jedyne o co w takiej sytuacji będzie można wnosić do pracodawcy, to rekompensata finansowa. Projekt przewiduje, że za taki anulowany urlop przysługuje zadośćuczynienie ze strony pracodawcy w wysokości dwukrotności świadczenia urlopowego.

Zakaz dorabiania w innej firmie

Obecnie, o ile tylko nie jest to konkurencja, pracownik może swobodnie dysponować swoim czasem po pracy i np. podejmować działalność zarobkową w innej firmie – na podstawie umowy cywilnej, a nawet etatowej umowy o pracę. Nowy kodeks pracy wyklucza takie postępowanie. Zobowiązuje pracownika do niepodejmowania JAKIEJKOLWIEK innej aktywności zarobkowej (na rzecz innego podmiotu albo w formie własnej działalności gospodarczej), o ile zażąda tego pracodawca.
Wówczas jednak pracodawca powinien wypłacić mu rekompensatę za takie zachowanie. Z drugiej jednak strony, za złamanie tego przepisu pracownik będzie płacił dotkliwe kary finansowe.

Dwa razy dłuższy okres próbny

Cała seria nowych przepisów ma uregulować zasady zawierania umów. Zmiany mają charakter rewolucyjny i w większości ograniczają swobodę pracodawców – m.in. w liczbie umów zawieranych na czas określony, długości trwania takich umów czy nawet sposobu ich wypowiadania (np. pracodawca będzie musiał uzasadnić wypowiedzenie także takiej umowy; obecnie warunek ten dotyczy wyłącznie umów zawieranych na czas nieokreślony).
Zdecydowanie na niekorzyść pracowników jest natomiast przepisy wydłużający umowę na okres próbny z trzech do sześciu miesięcy. Biorąc pod uwagę wspomniane utrudnienia związane z zawieraniem umów okresowych, jest niemal pewne, że nawet jeśli pracodawca uzna, że nowozatrudniony przeszedł próbę i nadaje się do pracy na określonym stanowisku, będzie korzystał z możliwości pełnego półrocznego trwania takiej umowy, zamiast ją skrócić i zastąpić standardową umową o pracę.

Palisz, musisz pracować dłużej. Także gdy pijesz kawę lub dużo mejlujesz

Wśród nowych przepisów, które na pewno w czasie konsultacji nowego kodeksu pracy wywołają najwięcej burzliwych dyskusji z pewnością znajdzie się norma, która nakazuje odpracować – poza standardowymi godzinami pracy – czas poświęcany przez pracownika np. na palenie papierosów. Wymiar tego dodatkowego czasu pracy ma być określony ryczałtowo, nie będzie też uznawany za nadgodziny.
Nowy przepis przy tym odnosi się nie tylko do przerwa na palenie papierosów, ale na wszelkie inne „czynności pozazawodowe” wykonywane podczas pracy. Ponieważ nie ma przy tym definicji tych czynności pozazawodowych, ani ich listy, można się spodziewać, że pracodawcy zechcą takie dodatkowe ryczałty czasu pracy wprowadzać np. w związku z piciem kawy, odbywaniem prywatnych rozmów, a być może nawet zjedzeniem śniadania.
Ponieważ ten ryczałtowy czas nie może być traktowany jak nadgodziny, można się spodziewać, że takie zakusy pracodawców pojawią się wszędzie tam gdzie pracownicy i tak zostają dłużej w pracy. Teraz w majestacie prawa pracodawca załatwi to ryczałtem na czynności pozazawodowe i nie będzie musiał obawiać się roszczeń pracowniczych o zapłatę za nadgodziny.

ZOBACZ KONIECZNIE:

Puls Polski - odcinek 1

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Grzech88
Jak mi dadza zarobic to nie będę dorabial
Dodaj ogłoszenie